Tworki czy Targowica?
Przecież mógł mieć powolny sobie Trybunał Konstytucyjny całkowicie legalnie, tak, że nikt nie miałby się czego uczepić. Bez protestów, wchodzenia do TK policją, bez budowania pozycji Prezydenta, obrócenia przeciwko sobie wiernych dotąd prawniczych establishmentów i spadku w sondażach. I bez wysiłku.
Sam wybrał to, co jest.
Nie wierzycie mi Państwo? Słusznie, zawsze do tego zachęcam, proszę mi nie wierzyć, proszę moje tezy przemyśleć i sprawdzić. Półtora roku temu skończyła się kadencja kolejnego z sędziów, nie pamiętam już którego konkretnie, a wkrótce potem kilku następnych. Prawo wyboru ich następców w niekwestionowany sposób należało do obecnej większości sejmowej, nad którą Tuska panuje niepodzielnie (czasem mam wrażenie, że gdyby dla zabicia nudy kazał wszystkim swoim posłom i posłankom, żeby stanęli na głowie i śpiewali „Heili, heilo!”, wybijając takt obcasami, nikt nie śmiałby się wyłamać). Kandydatów spełniających kryteria, z profesorskimi tytułami, formalnie całkowicie apolitycznych, a zarazem równie Tuskowi posłusznych jak sejmowe pogłowie, nie brakowało. Wystarczyło sięgnąć po listę autorów „ekspertyz prawnych”, pisanych jako podkładki dla bezprawia Bodnara i Żurka, albo po recenzentów chmajowych doktoratów pisanych przez wiceministrów czy habilitacji posła Kropiwnickiego.